 |
Wegetarianie Herbu Zielona Pietruszka - wegetariański portal informacyjno rozrywkowy :)
Portal dla wegetarian. Żyj zdrowo i spotkaj wegetariańskich przyjaciół.
|
|
"Wegetarianin to człowiek, który potrzebuje pomocy" |
| Autor |
Wiadomość |
3dmund
Site Admin Modrzew

Pomógł: 3 razy Posty: 720 Skąd: Centrum galaktyki
|
Wysłany: Pon Kwi 13, 2009 01:19 "Wegetarianin to człowiek, który potrzebuje pomocy"
|
|
|
Giles Coren "The Times"
| Cytat: | Osoby niejedzące mięsa mają bladą karnację. Bez litości zanudzają innych szczegółami swojego dziwnego nałogu. Są zadufane w sobie i postrzelone. Hitler też był wegetarianinem, ale to nie dziwi, bo to był ekstremista - uważa Giles Coren z "The Times"
Prestiżowy "Journal of the American Dietetic Association" zamieścił raport, z którego wynika, że młodzi ludzie, którzy zainteresowali się wegetarianizmem, są bardziej narażeni na zaburzenia odżywiania niż ich jedzący tradycyjnie rówieśnicy.
Nareszcie! No co ty? Też mi heloł! - jak odpowiedziałyby nastolatki. Tak. Wegetarianie są bardziej niż inni narażeni na kłopoty ze zdrowiem związane z odżywianiem, gdyż sam wegetarianizm jest właśnie takim zaburzeniem. Mała pociecha, że zaburzeniem "lepszym" niż wiele innych - dzięki niemu przynajmniej nie utyjesz i nie uschniesz. Ani nie umrzesz. Nic jednak za darmo. Staniesz się bladym i postrzelonym dziwakiem. Gorzej - będziesz okropnym nudziarzem w oczach każdego, komu przydarzy się przebywać w twoim towarzystwie.
Wegetarianizm jest wołaniem o pomoc. To tyleż smutna, co ewidentna próba zdobycia kontroli nad własnym ciałem. Przyczyny są natury psychologicznej, ale zapewne sam ich sobie nie uświadomisz. Dlatego tak wielu wegetarian nosi tatuaże, przekłuwa ciało w różnych, najmniej spodziewanych miejscach. Z tych samych powodów wegetarianami zazwyczaj bywają anarchiści, alter- i antyglobaliści protestujący podczas szczytów grupy G20, studenci akademii sztuk pięknych czy goście nałogowo zajmujący pustostany. Sfrustrowani, że nie mogą - i nigdy nie będą mogli - kontrolować spraw tego świata czy w ogóle czegokolwiek, co ma istotne znaczenie. Więc głodzą się i przekłuwają ciało.
To prymitywny i pierwotny styl życia. Najstarsze religie całkowicie odradzały jedzenie mięsa, a inne - młodsze - spożywania go w pewnych postaciach. Człowiek w cieniu wszechmogącego Boga, przez żałosne drobne gesty abstynencji, starał się sprawdzić, ile jeszcze kontroli nad własnym życiem pozostało mu rękach.
Dlatego też wegetarianami zostają głównie dziewczęta. To bowiem także sposób sprawowania kontroli nad ilością przyjmowanego pożywienia w taki sposób, by innych nie kłuła w oczy twoja próżność. - Nie przejmujcie się mną. Uszczknę tylko kapkę zieleniny - mówi taka osóbka, gdy wpadnie do ciebie na lunch. A ty myślisz sobie: - Nic mnie nie obchodzi, co wcinasz, kochanie, bo z samego twojego wyglądu, jak w banku, wnioskuję, że za pół godziny wylądujesz w kiblu na parterze, wymiotując do sedesu wszystkim, co zjadłaś.
Podobnie z nietolerancją na artykuły mleczne i wymyślonymi alergiami na produkty pszeniczne - większość z nich to czyste brednie i wymysły chorej wyobraźni. To zwykły sposób, by wyłgać się i za nic w świecie nie przyznać: "Jestem na diecie, bo chcę wyglądać lepiej i bardziej kręcić innych".
Wegetarianie nie kochają jedzenia. Oni je tolerują. Bo muszą.
Zdecydowanie zgadzam się z twierdzeniem, że w rozwiniętych krajach świata spożywa się zbyt dużo mięsa. Nikt przy zdrowych zmysłach temu nie zaprzeczy. Obecny poziom konsumpcji wyrobów mięsnych zagraża naszemu zdrowiu. Poza tym odziera planetę z istotnych zasobów. Prognoza zwolenników neomalthusianizmu mówi, że jeśli większości terenów służących dziś do hodowli trzody na mięso nie przestawi się na produkcję warzywną, to w 2020 na naszym globie nie będzie wystarczająco dużo ziemi, by wyżywić nas wszystkich - wtedy już 9 miliardów mieszkańców. Przewidywania te nie odbiegają daleko od prawdy.
Co robić? Jeść mniej mięsa! Ale nie w ogóle zeń rezygnować. Nie róbmy z jego spożywania problemu moralnego i nie wszczynajmy kolejnej kampanii w celu położenia kresu barbarzyńskiemu zwyczajowi. Po prostu trochę przystopujmy. Ograniczmy. Mięsa będzie wystarczająco dużo, a ziemia zacznie rodzić nam swe dary bardziej urodzajnie. W końcu bez krowiego łajna, które użyźnia glebę, twoje ukochane, bezcenne marchewki nigdy by tak nie urosły. Jak myślisz, skąd się bierze ich soczystość? Nikt nie będzie musiał umierać na choroby serca, a od czasu do czasu będziemy mogli zjeść ze smakiem soczysty i krwisty stek.
Nie trzeba wypleniać jedzenia mięsa. To nie nowotwór. Całkowite jego odstawienie nie stanowi moralnego imperatywu dla ludzkiej rasy. Mięso nie jest także czymś, co nie spełnia żadnych widocznych funkcji i czego istnienie stanowi jakąś zaskakującą zagadkę, jak męska brodawka sutkowa, telewizyjni szefowie kuchni czy egzystencja osy. Poza tym jest smaczne. Zawiera minerały i witaminy w ilościach mających kluczowe znaczenie dla utrzymania zdrowego życia. Z tego punktu widzenia jest produktem niezwykle wydajnym. I całkiem dosłownie - dostarcza naszym kochanym świniom racji istnienia.
Całkowite odrzucenie mięsa oznacza przyjęcie stanowiska ekstremalnego w dziedzinie, w której ekstremizm jest akurat najmniej pożądany. Niektórzy powiadają: "Hitler był wegetarianinem", jak gdybyśmy mieli do czynienia ze swoistym paradoksem czy niespodzianką. Może. Ale mnie nic w tym przypadku nie zaskakuje. Wcale a wcale. Był wegetarianinem, bo był ekstremistą. Nie potrafił czynić niczego w połowie. Zaniepokojony tym, że system bankowy weimarskich Niemiec w większości kontrolują Żydzi - co zresztą było prawdą - mógł przecież równie dobrze wprowadzić program uczynienia owego systemu bardziej atrakcyjnym dla gojów. Mógł wymyślić stypendia z ekonomii dla tęgich bawarskich wcinaczy wieprzowiny. Wyciągnąć jakichś mało inteligentnych chrześcijańskich wałkoni z zatłoczonych piwiarni i zrobić z nich kasjerów. Ale nie uczynił żadnej z tych rzeczy. Wybrał inne rozwiązanie - zabić wszystkich europejskich Żydów.
Podobnie, gdyby był bardziej zrównoważony, Hitler mógł zareagować na zawierającą mnóstwo mięsa i tłuszczu tradycyjną niemiecką dietę (zapewne mu nie służyła) w zgoła inny sposób. Na przykład poprzez nakładanie większej ilości kiszonej kapusty na talerz i ograniczanie tym samym ilości kiełbasy. Czy spożywanie od czasu do czasu sałaty lub mniejszych ilości szynki na śniadanie. To też stanowiłoby jakieś rozwiązanie problemu. Ale nie. Tu także nie poszedł tą drogą. Był ekstremistą. I jako taki musiał nie jeść ŻADNEGO MIĘSA. NIGDY. PRZENIGDY.
Ideologiczna droga od orzechowych kotlecików do niemieckiego obozu koncentracyjnego Belsen jest prosta. I krótka.
*************
W zeszłym tygodniu zajmująca się badaniami zachowań konsumentów, produktami i rynkiem grupa Mintel - w czasie globalnego kryzysu trzyma rękę na pulsie spraw naprawdę ważnych - opublikowała raport na temat preferencji klientów brytyjskich fast foodów. Po raz pierwszy w kategorii dań na wynos chińskie jedzenie wyprzedziło kuchnię indyjską.
Dziwi tylko jedno. Dlaczego tak późno? Przecież chińska kuchnia jest o całe niebo smaczniejsza niż indyjska. Poważnie!
Kto na świecie z rozmysłem i dobrowolnie wcina hinduskie jadło? W mojej dzielnicy dobre chińskie knajpy zamykają się już o godzinie 22, tajskie - o 23. Co pozostaje? Mnóstwo punktów i knajpek hinduskich czynnych do północy. A nawet dłużej. Jeśli więc - ale tylko i wyłącznie w takim wypadku - bez sensu i fatalnie zaplanujesz swój wieczór, skończysz go, taszcząc do domu cztery metalowe tacki z przykryciami kupione w hinduskiej knajpce. W środku coś w rodzaju brązowej brei, zapiaszczony długoziarnisty ryż w potwornym różowym kolorze. Do tego papierowa torba pełna gigantycznych rozmiarów czipsów - częściowo rozgniecionych na miazgę.
Dlatego właśnie kuchnia indyjska bez reszty - ale jak chce Mintel tylko do dzisiaj - zapanowała nad nocnym życiem Brytyjczyków. Kurczak tikka masala stał się potrawą narodową. Bo po prostu stała się ona ostatnią dostępną rzeczą, jaką otyły, kiepsko wykształcony gość może jeszcze zjeść po wytoczeniu się nocą z pubu. A w domu? Zdejmujemy pokrywki z metalowych tacek. I dokonujemy cudów, żeby curry nie zsunęło się z nich w drodze z kuchni do salonu, gdzie czeka ukochany telewizor. To prawda - statek tonie, gdy woda dostaje się na dolny pokład. I tylko jedna rzecz: czemu rano czujemy taki smak w ustach, jakbyśmy całą noc całowali się ze wszystkimi uczestnikami kawalerskiej popijawy?
Chińszczyzna natomiast jest zawsze smaczna: cudowne, tłuściutkie, różowawe kawałeczki mięska smażone w gorącym oleju z dodatkiem czosnku i chilli. Knedle i pierożki na parze, jaskrawo kolorowe małe przekąski i - co najważniejsze - smakowite smaczne góry warzyw. Choi sum, bok choi czy gai lan podsmażane na sposób chiński. Palce lizać.
Zapytaj w knajpie hinduskiej, czy mają "jakąś zieleninę". Kelner spojrzy znacząco na drzwi kuchni, wychyli się w naszą stronę i wyszepcze: - No cóż, baraninę podajemy już od wtorku...
Co robić? Jeść mniej mięsa! Ale nie w ogóle zeń rezygnować. Nie róbmy z jego spożywania problemu moralnego i nie wszczynajmy kolejnej kampanii w celu położenia kresu barbarzyńskiemu zwyczajowi. Po prostu trochę przystopujmy. Ograniczmy. Mięsa będzie wystarczająco dużo, a ziemia zacznie rodzić nam swe dary bardziej urodzajnie. W końcu bez krowiego łajna, które użyźnia glebę, twoje ukochane, bezcenne marchewki nigdy by tak nie urosły. Jak myślisz, skąd się bierze ich soczystość? Nikt nie będzie musiał umierać na choroby serca, a od czasu do czasu będziemy mogli zjeść ze smakiem soczysty i krwisty stek.
Nie trzeba wypleniać jedzenia mięsa. To nie nowotwór. Całkowite jego odstawienie nie stanowi moralnego imperatywu dla ludzkiej rasy. Mięso nie jest także czymś, co nie spełnia żadnych widocznych funkcji i czego istnienie stanowi jakąś zaskakującą zagadkę, jak męska brodawka sutkowa, telewizyjni szefowie kuchni czy egzystencja osy. Poza tym jest smaczne. Zawiera minerały i witaminy w ilościach mających kluczowe znaczenie dla utrzymania zdrowego życia. Z tego punktu widzenia jest produktem niezwykle wydajnym. I całkiem dosłownie - dostarcza naszym kochanym świniom racji istnienia.
Całkowite odrzucenie mięsa oznacza przyjęcie stanowiska ekstremalnego w dziedzinie, w której ekstremizm jest akurat najmniej pożądany. Niektórzy powiadają: "Hitler był wegetarianinem", jak gdybyśmy mieli do czynienia ze swoistym paradoksem czy niespodzianką. Może. Ale mnie nic w tym przypadku nie zaskakuje. Wcale a wcale. Był wegetarianinem, bo był ekstremistą. Nie potrafił czynić niczego w połowie. Zaniepokojony tym, że system bankowy weimarskich Niemiec w większości kontrolują Żydzi - co zresztą było prawdą - mógł przecież równie dobrze wprowadzić program uczynienia owego systemu bardziej atrakcyjnym dla gojów. Mógł wymyślić stypendia z ekonomii dla tęgich bawarskich wcinaczy wieprzowiny. Wyciągnąć jakichś mało inteligentnych chrześcijańskich wałkoni z zatłoczonych piwiarni i zrobić z nich kasjerów. Ale nie uczynił żadnej z tych rzeczy. Wybrał inne rozwiązanie - zabić wszystkich europejskich Żydów.
Podobnie, gdyby był bardziej zrównoważony, Hitler mógł zareagować na zawierającą mnóstwo mięsa i tłuszczu tradycyjną niemiecką dietę (zapewne mu nie służyła) w zgoła inny sposób. Na przykład poprzez nakładanie większej ilości kiszonej kapusty na talerz i ograniczanie tym samym ilości kiełbasy. Czy spożywanie od czasu do czasu sałaty lub mniejszych ilości szynki na śniadanie. To też stanowiłoby jakieś rozwiązanie problemu. Ale nie. Tu także nie poszedł tą drogą. Był ekstremistą. I jako taki musiał nie jeść ŻADNEGO MIĘSA. NIGDY. PRZENIGDY.
Ideologiczna droga od orzechowych kotlecików do niemieckiego obozu koncentracyjnego Belsen jest prosta. I krótka.
*************
W zeszłym tygodniu zajmująca się badaniami zachowań konsumentów, produktami i rynkiem grupa Mintel - w czasie globalnego kryzysu trzyma rękę na pulsie spraw naprawdę ważnych - opublikowała raport na temat preferencji klientów brytyjskich fast foodów. Po raz pierwszy w kategorii dań na wynos chińskie jedzenie wyprzedziło kuchnię indyjską.
Dziwi tylko jedno. Dlaczego tak późno? Przecież chińska kuchnia jest o całe niebo smaczniejsza niż indyjska. Poważnie!
Kto na świecie z rozmysłem i dobrowolnie wcina hinduskie jadło? W mojej dzielnicy dobre chińskie knajpy zamykają się już o godzinie 22, tajskie - o 23. Co pozostaje? Mnóstwo punktów i knajpek hinduskich czynnych do północy. A nawet dłużej. Jeśli więc - ale tylko i wyłącznie w takim wypadku - bez sensu i fatalnie zaplanujesz swój wieczór, skończysz go, taszcząc do domu cztery metalowe tacki z przykryciami kupione w hinduskiej knajpce. W środku coś w rodzaju brązowej brei, zapiaszczony długoziarnisty ryż w potwornym różowym kolorze. Do tego papierowa torba pełna gigantycznych rozmiarów czipsów - częściowo rozgniecionych na miazgę.
Dlatego właśnie kuchnia indyjska bez reszty - ale jak chce Mintel tylko do dzisiaj - zapanowała nad nocnym życiem Brytyjczyków. Kurczak tikka masala stał się potrawą narodową. Bo po prostu stała się ona ostatnią dostępną rzeczą, jaką otyły, kiepsko wykształcony gość może jeszcze zjeść po wytoczeniu się nocą z pubu. A w domu? Zdejmujemy pokrywki z metalowych tacek. I dokonujemy cudów, żeby curry nie zsunęło się z nich w drodze z kuchni do salonu, gdzie czeka ukochany telewizor. To prawda - statek tonie, gdy woda dostaje się na dolny pokład. I tylko jedna rzecz: czemu rano czujemy taki smak w ustach, jakbyśmy całą noc całowali się ze wszystkimi uczestnikami kawalerskiej popijawy?
Chińszczyzna natomiast jest zawsze smaczna: cudowne, tłuściutkie, różowawe kawałeczki mięska smażone w gorącym oleju z dodatkiem czosnku i chilli. Knedle i pierożki na parze, jaskrawo kolorowe małe przekąski i - co najważniejsze - smakowite smaczne góry warzyw. Choi sum, bok choi czy gai lan podsmażane na sposób chiński. Palce lizać.
Zapytaj w knajpie hinduskiej, czy mają "jakąś zieleninę". Kelner spojrzy znacząco na drzwi kuchni, wychyli się w naszą stronę i wyszepcze: - No cóż, baraninę podajemy już od wtorku...
|
|
_________________ Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie. |
|
|
|
 |
3dmund
Site Admin Modrzew

Pomógł: 3 razy Posty: 720 Skąd: Centrum galaktyki
|
Wysłany: Pon Kwi 13, 2009 01:22
|
|
|
Dawno sie tak nie usmiałem |
_________________ Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie. |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|